czwartek, 5 września 2013

Nałogowiec

3. Spełnione marzenie
Przeżyć dzień bez internetu
4. Spełnione marzenie
Przeżyć weekend bez internetu

Ostatnie dni wakacji... Pogoda nie sprzyja długim spacerem, wycieczkom czy pływaniu po jeziorze kajakiem. Co mi zostaje innego do roboty? Komputer! Oglądam filmy, które ani trochę mnie nie bawią, przeglądam strony, które mnie nie interesują i gram w gry, które mnie nie bawią. I pomimo, że to nudzi, siedzę przed monitorem, gapiąc się jak ciele w malowane wrota. Najgorsze jest to, że bardzo dużo osób tak robi. A nawet gorzej- znam ludzi, którzy nie znają innego świata, poza tym komputerowym. To już jest uzależnienie. I niestety dotyka to coraz większej małych dzieci. Jak wygląda dzień uzależnionego od komputera?
Wstajesz, sprawdzasz co się wydarzyła w każdej grze, sprawdzasz facebooka, naszą klasę, dziesięć kont pocztowych i miliard innych stron. Śniadanie jesz nie odrywając wzroku od monitora. W szkole myślisz tylko o tym, co napisać na forum, jak ten czy tamta odpisze na twojego posta. Wracasz ze szkoły, spożywasz obiad, sprawdzając jednocześnie co wydarzyło się w grze i na wszystkich forach, podczas gdy ty marnowałeś czas w szkole. Popołudnie możesz spędzić dla odmiany.... przed komputerem! Nawet noc nie jest spokojna, bo przecież o 4:30 kończy się misja, którą zadałeś swojemu żołnierzowi i musisz szybko ustawić kolejną, żeby nie marnować czasu!
Określenie "no-life" jest jak najbardziej pasujące do ludzi uzależnionych od komputera - dla nich najlepszymi przyjaciółmi są ci poznani w sieci. Kontakty w szkole czy na podwórku nie są tak istotne. No i w internecie znajomości nawiązuje się dużo łatwiej. Zawsze możesz zagadać. Jeśli osoba cię wyśmieje, to po prostu przestaniesz pisać. Ewentualnie powiesz, że młodszy brat ci się włamał na konto i to pisał. A jak łatwo się zakochać przez internet! Przez wiadomości nie widać większości wad. A w dobie "fotoszopa" nawet z największego potwora można zrobić księcia z bajki. W internecie jesteśmy również bardziej otwarci - mówimy o swoich problemach, obawach. Czujemy się anonimowi, więc mówimy wszystko, co nas boli. W realnym świecie rzadko mamy na to odwagę. Jest to kolejny powód dla którego wielu młodych ludzi wybiera świat wirtualny od rzeczywistego - jest dużo prostszy!
Nasuwa się pytanie - skąd tak dobrze znam świat nałogowych komputerowców?
Odpowiedź jest prosta. Przez wiele miesięcy należałam do tego grona. Dzisiaj, gdy udało mi się z tym zerwać, mogę potwierdzić, że jest to bardzo niebezpieczny nałóg. Odbija się nie tylko na zdrowiu fizycznym, ale i psychicznym. Właśnie stąd się bierze aspołeczność, nieumiejętność radzenia sobie w rzeczywistych sytuacjach....

Gdy dotarło do mnie, że to już jest uzależnienie, zaczęłam z tym walczyć. Najpierw ograniczałam się do 5h przy komputerze dziennie. Z każdym kolejnym tygodniem, zmniejszałam ten czas o kolejną godzinę. Aż nadszedł ten czas, kiedy stwierdziłam, że mogę wytrzymać bez komputera cały dzień. Specjalnie rozpisałam plan dnia tak, żeby cały czas mieć coś do zrobienia, żeby się nie nudzić. I udało mi się. Wtedy poczułam, że ten problem już mnie nie dotyczy. Nie wiem, czy jesteście w stanie sobie wyobrazić co to za uczucie, mieć świadomość, że udało się wygrać z nałogiem. Jest to coś wspaniałego! Trudniejsze był powrót do ludzi. Przez komputer straciłam wielu przyjaciół. Podczas gdy oni chodzili na ogniska, pierwsze imprezy, zakochiwali się - ja siedziałam przed komputerem. Nigdy do nich nie należałam, więc gdy odeszłam od komputera, też nie mogłam liczyć na liczne zaproszenia do wspólnej zabawy. Jednak przyszło liceum, nowi ludzi, tabula rasa.... Udało mi się znaleźć nowych przyjaciół, nowe zajęcia, trochę się ucywilizować. Zerwałam ze wszystkimi internetowi znajomościami, usunęłam wszystkie konta w grach i na forach, przyznałam się do tego, że tak na prawdę nie jestem przystojnym 19-latkiem...

Z tego wszystkiego był tylko jeden plus. Odkryłam swoją miłość do języków obcych. Poświęcałam godziny na rozmowy z Anglikami, Hiszpanami, Turkami i Brazylijczykami. Starałam się do każdego pisać w jego rodzinnym języku. Oczywiście pomagał mi translator, ale spędzając tyle godzin  na pisaniu, wiele zwrotów nauczyłam się na pamięć. :-)


Zawsze, gdy siadam przy komputerze, przypominam sobie jak to było wcześniej. I jestem naprawdę szczęśliwa z tego, że teraz jest inaczej!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz