2. Spełnione marzenie
Dowiedzieć się co studiować.
Przeczytanie tego właśnie wpisu na blogu Pewnej Znajomej Z Bursy przypomniało mi, jak to się stało, że wybrałam taki a nie inny kierunek studiów. Jest to historia idealnie potwierdzająca tezę, że "nic nie dzieje się przez przypadek". Posłuchajcie....
Od samego początku liceum nie mogłam zdecydować się na to, którą ścieżkę kariery wybrać. Poszłam do klasy humanistycznej z myślą, że może zostanę prawnikiem. Jednak już po kilku tygodniach przekonałam się, że mogę być każdym, byleby nie prawnikiem! Na lekcjach WOSu nie dało się wysiedzieć, na historii podobnie. W dodatku kiepski był ze mnie humanista - pierwszą próbną maturę z polskiego oblałam, nie uzyskawszy nawet marnych 30%. Trzeba było szybko zmienić plany. Okazało się, że lekcje fizyki są całkiem przyjemne. Ale jak? Ja? Fizyka? Nie ma mowy! Pierwsza klasa zleciała bardzo szybko. Trzeba było wybrać fakultety. I jakoś tak mi się wymyśliło i nie mogłam się zdecydować, które dwa przedmioty spośród fizyki, chemii, biologii i matematyki wybrać. Moja wizja - pójdę na medycynę. Taaaak..... Miesiąc na fakultecie z biologii uświadomił mi,że jednak nie nadaję się na lekarza. I co teraz? Zostałam bez pomysłu na studia!
Od kiedy pamiętam szlajał się po lekarzach z różnymi mniej lub bardziej poważnymi chorobami. W liceum byłam na etapie badania "niewielkich zmian tkanki kostnej". Podejrzewano różne straszny choroby, więc jeździłam to na rezonans, to na scyntygrafię, RTG, tomografię - trochę tego było. I muszę przyznać, podobało mi się! Nie to, żebym była hipochondrykiem, który czuje się szczęśliwy gdy ma zrobiony komplet badań! Po prostu zafascynowały mnie te wszystkie wynalazki, które za pomocą niewidzialnych przecież promieni, mogą prześwietlić człowieka na wylot, pokazać tylko część jego narządów albo stwierdzić, co cię boli. To było niesamowite!
Po jednym z badań (chyba właśnie po scyntygrafii) dostałam karteczkę z wynikami badania, na której była pieczątka: "Ktoś JakiśTam - fizyk medyczny". Fizyk medyczny? Kto to jest?! Pierwszy raz o czymś takim słyszę! I z pomocą nadszedł mi Wujek Google. Przeczytałam czym taki ktoś się zajmuję i znalazłam kierunek bardzo podobny do fizyki medycznej, a mianowicie: inżynieria biomedyczna!
Tadam! I tak właśnie, dzięki "niewielkim zmianom tkanki kostnej" spełniłam swoje marzenie i dowiedziałam się, co właściwie chcę studiować :-)
Już niedługo okaże się, czy był to właściwy wybór. Jak na razie bardzo się cieszę z tego, że udało mi się dostać, ponieważ próg był bardzo wysoki! Tak więc, może, będę inżynierem.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz