środa, 19 kwietnia 2017

Spalone mosty


             Zawsze, kiedy jadę sama samochodem, włączam radio i szukam stacji, gdzie akurat grają cokolwiek, co znam. Puszczam wtedy muzykę tak głośno, żeby zagłuszała moje fałsze, i śpiewam na cały głos. Nie ważne, jaki akurat mam nastrój – po dwóch, trzech piosenkach zawsze jadę z uśmiechem od ucha do ucha.
Ostatnio nie mogłam trafić na nic, co bym znała na tyle, żeby chociaż poudawać, że śpiewam... Na szczęście znalazłam w schowku jakąś starą płytę. Okazało się, że większość utworów znam! Przede mną jeszcze 20 kilometrów, czyli mnóstwo śpiewania! 

Po kilku prześpiewanych piosenkach trafiłam na taką, której nigdy dotąd nie słyszałam. Już miałam przewinąć na coś znajomego, gdy wpadł mi w ucho tekst, który zmusił mnie do refleksji... Postanowiłam posłuchać do końca, licząc że jeszcze coś ciekawego przekaże mi ten utwór, ale niestety – musiałam zadowolić się tą jedną linijką...

„Spalone mosty to najlepszy w życiu start”.

Ah, jak często mi się zdarzało tak właśnie zaczynać. Gdy coś idzie nie tak, wybierać inną drogę, a z tamtej rezygnować całkowicie i nieodwołalnie – zrywać kontakt, usuwać numery, blokować na portalach. Żeby przypadkiem ta osoba nie dała rady się ze mną skontaktować. Bo jak tu spojrzeć w oczy komuś, kogo się zawiodło? Jak potem odpisać osobie, która pomimo że pyta o drobiazg, na pewno ma na myśli to, że gdzieś kiedyś wcześniej coś zawaliłaś. Przecież lepiej zapomnieć o tej osobie. Spalić most. I zacząć od nowa. 

Wiem, że to nie jest wyjście. Słyszałam to już nie raz. „Nie możesz tak wiecznie uciekać!”. Ale z drugiej strony, dlaczego nie? Jeśli nie odezwę się teraz, jutro, za miesiąc ani za rok – ta osoba zapomni o mnie i o mojej porażce. Czyli jakby tej porażki nie było. Tak, jakby nie powiedziało się czegoś głupiego. Tak, jakby się nie wysłało maila. Tak, jakby się nie napisało na facebooku... Czyli tak, jakby nic się nie stało. Tak jakby...

Jest też inny problem. Co robić ze spalonym mostem? Pójść, nie odwracać się, zapomnieć? Tak byłoby najlepiej. Podjąć decyzję i trzymać się jej. Niestety – bardzo często stoję i gapię się na ten most. I nie potrafię się ruszyć. I zaczynam żałować, że go spaliłam. Żałować, że już teraz nieodwołalnie muszę iść naprzód. I mimo wszystko, mimo że już nie ma odwrotu, to stoję i patrzę... I nawet gdy już ruszę, potrafię iść przed siebie i nie zwracać na nic uwagi, a jedynie myśleć o tym płonącym za mną moście. A każdy, kto chociaż raz był na wycieczce w nowym, nieznanym miejscu wie, że wystarczy chwila zamyślenia się, by ominąć skrzyżowanie czy ważny punkt orientacyjny i całkowicie się zgubić... I wtedy błądzimy. 
Trudno jest trafić do celu, gdy myśli się o czymś innym niż cel. I trudno jest do niego trafić, jeśli w zasadzie nie wie się, dokąd się zmierza. A wtedy można trafić w różne miejsca. 

Również w te, w których nie chciałoby się być.

Są też mosty, których nie palę. Mimo że wiem, że prowadzą do miejsc, do których nie powinnam iść. Ale jest coś takiego w człowieku, że bardzo często chce tego, czego nie powinien chcieć. I nie potrafiłabym spalić tego mostu, mimo że wiem, że po drugiej stronie nie czeka na mnie nic dobrego. I mimo wszystko uparcie wchodzę na ten most. Czasem przechodzę na jego drugą stronę, mówiąc, że to ostatni raz. I gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że ktoś podejdzie i spali go za mnie. Powie, że niestety nie mam jak znowu tam pójść. Że pora ruszyć dalej. Wybrać coś innego. Lepszego. Ale nie nadchodzi nikt z ogniem... Więc idę tam znowu. Ostatni raz.

Czasem jest też tak, że przez przypadek wracasz do miejsca, w którym wcześniej spaliłeś most. Przynajmniej tak Ci się wydawało. I okazuje się, że jednak most nie jest całkiem zniszczony. Owszem, ledwo się trzyma. Ale gdyby być bardzo ostrożnym, może uda się jeszcze przejść na drugą stronę. I to jest jeszcze gorsze – bo stoisz i patrzysz. I musisz podjąć decyzję – próbujesz się wrócić tam, gdzie już byłeś? Czy idziesz dalej? Czy po drugiej stronie pamiętają, że to Ty podpaliłeś ten most? Może myślą, że sam się zniszczył, że to nie Twoja wina... Nie dowiesz się, dopóki nie przejdziesz. Co zrobisz?