sobota, 11 czerwca 2016

Diabeł tkwi w szczegółach

"Nie ma zncazeina kojnoleść ltier skadającyłch się na dane sołwo. Wanże jset tyklo to, żbey pirewsza i osatntia lteria były na soiwm mijsecu; ptzosaołe mgoą być w cakowłitym niedzłaie, a mimo to nadal nie ponwinśimy meić prombleów z pczerzytaenim tego tesktu".

Swojego czasu była to dość popularna w Internetach ciekawostka. Pokazuje nam, jak działa nasz mózg - by ułatwić sobie pracę i oszczędzać energię, doszukuje się w tekście tego, co dla niego istotne, a resztę - dopowiada. Przyznaję, to bardzo przydatna umiejętność, jeśli chodzi o czytanie. Natomiast niezwykle kiepska, gdy zaczynamy ją stosować również w relacjach z ludźmi. 

Znajoma zawsze opowiadała mi historię, kiedy to czekała na pociąg na dworcu i podeszła do niej pewna kobieta - typowy stały bywalec dworca, od razu widać, że bezdomna. Słowem, człowiek od którego zazwyczaj się odsuwamy i modlimy się, by nie siadł za blisko. Co prawda nie wyglądała na pijaną, ale jednak mimo wszystko... Lepiej żeby nie podchodziła. Co się będzie zadawać z menelami, jeszcze ktoś pomyśli, że ją zna. 
Nie wiem, jak to się stało, ale znajoma zaczęła rozmawiać z tą Panią. Okazało się, że Pani żyło się kiedyś całkiem nieźle. Miała spore mieszkanie, jakoś jej się wiodło. Co prawda zmarł jej mąż, ale razem z synem sobie radzili. Pewnego dnia, po długich namowach, przepisała mieszkanie na syna. Nie minęło wiele czasu, chłopak wyrzucił matkę z mieszkania, a ta musiała zamieszkać na dworcu.  Kobieta nie pije, nie żebrze, stara się chodzić czysta. A jednak jest narażona na ciągłe wytykanie palcami, oceniania w taki a nie inny sposób. Smutna sytuacja. Ale tak właśnie działa nasz mózg - czego nie wie, to dopowie.


Podczas jednych z wakacji poznałam kolegę. Byliśmy wtedy dzieciakami. Chłopak ten chodził ubrany bardzo dziwnie. Zazwyczaj miał na sobie "babskie" ciuchy. Długo zastanawiałam się, co z nim nie tak. Co prawda jako dziecko nie miałam aż takich tendencji do oceniania, ale jednak strasznie zaprzątało mi to głowę. Często z innymi znajomymi go obgadywaliśmy, nabijaliśmy się. Później dowiedziałam się, o co chodziło - chłopak pochodził z bardzo biednej rodziny i po prostu musiał nosić ubrania po starszych siostrach. 
Teraz, z perspektywy czasu, mam tylko nadzieję na to, że nasze drwiny nigdy do niego nie dotarły. Bo jednak to my zakwalifikowaliśmy go jako "gorszego", tak na prawdę nie mając ku temu żadnej podstawy. A smutno by było, gdyby okazało się, że przez nas dalej czuje się gorszy... Bo nie wykluczone, że tak właśnie skończyła się ta historia. 


Też stosunkowo niedawno doświadczyłam, jak bardzo można się pomylić oceniając innych po pozorach. Zobaczyłam dwie dziewczyny wychodzące razem z łazienki. Jedna trzymała, praktycznie obejmowała drugą. Moje pierwsza myśl: "Ale mają tupet! Tak we dwie, razem, w biały dzień...". Dopiero po chwili zauważyłam, że jedna z nich bardzo niepewnie idzie, ciągle trzymając rękę na ścianie. Okazało się, że była niewidoma i potrzebowała pomocy siostry. Tutaj też mózg zrobił mi psikusa i zinterpretował sytuację "po swojemu". 
Od tamtej pory staram się jednak nie udawać, że wszystko rozumiem. Pomimo, że pierwsze skojarzenie jest takie a nie inne - menel, pedał, kujon, plastik - staram się brać poprawkę na to, że może tylko mi się tak wydaje. A nawet jeśli jestem pewna, że się nie mylę, tak czy siak staram się zachować opinię dla siebie. No bo w gruncie rzeczy... Po co cały świat ma wiedzieć, co myślę? No i jednak zawsze istnieje ryzyko, że jednak nie mam racji i mogę strasznie urazić tą osobę. Bo te trzy sytuacje - w gruncie rzeczy, niby nic wielkiego się nie stało. Ot, zła ocena sytuacji, mylne pozory. Każdemu może się zdarzyć. Co jednak by się stało, gdybym zanim zrozumiałam sytuację, powiedziała dziewczynom, co o tym myślę? 

Może by zareagowały śmiechem i wytłumaczyły mi sytuację... 

Spróbuj jednak wyobrazić sobie osobę, która aż do przesady bierze pod uwagę zdanie innych. Osobę, dla której największą porażką jest to, gdy ktoś zwróci jej uwagę.  Osobę, która godzinami zastanawia się, co ktoś może pomyśleć o niej. Osobę, której głupio kupić zapalniczkę, bo boi się, że ktoś jeszcze pomyśli, że pali. Osobę, która każdą, nawet najmniejszą krytykę, rozpamiętuje przez kolejne tygodnie.
A teraz wyobraź sobie, że to właśnie taką osobę źle oceniłeś. Że to właśnie jej powiedziałeś co myślisz. Gdyby taką osobą była tamta dziewczyna, jak myślisz, czy kiedykolwiek jeszcze by pomogła siostrze? Czy raczej stwierdziłaby, że to powoduje niepotrzebne gadanie, i zrezygnowałaby z tego? Czy przeszłaby nad tym do porządku dziennego? Czy może siedziałaby godzinami i zastanawiała się, dlaczego ktoś pomyślał tak, a nie inaczej? 

Różne są sytuacje. Często mózg sam nasuwa nam odpowiednie szczegóły historii, którą widzi. Starajmy się jednak nie udawać, że wszystko wiemy i wszystko rozumiemy. Bo w ten sposób, można kogoś bardzo mocno zniszczyć. 
Więc jeśli już oceniasz, zatrzymaj to lepiej dla siebie, sprawdź czy Twój mózg dobrze to ocenił, ewentualnie zapytaj. Bo złe słowo może boleć. Tak samo działają plotki. Póki trafiają na osobę, która potrafi mieć je w głębokim poważaniu, nie ma problemu. Jednak gdy trafi na kogoś innego, można się bardzo zdziwić tym, jak bardzo ktoś się tym przejął. 

Długo zastanawiałam się,czy napisać tego posta. Wiem, że niektóre osoby mogą go odebrać jako przytyk lub wypominanie czegokolwiek. Ale nie o to w tym chodzi - na szczęście jakoś jeszcze radzę sobie z głupim gadaniem. Chociaż przyznaję, pozbieranie się do kupy zajęło mi w sumie pięć dni. Pięć dni myślenia po nocach, pięć dni zastanawiania się czy ludzie faktycznie tak myślą, pięć dni unikania wzroku innych na korytarzu, pięć dni kiedy mózg nie potrafił się skupić na niczym innym, pięć dni małej, prywatnej tragedii. Teraz już jest dobrze (za co dziękuję tym, którzy potrafili pomóc),  ale niech to będzie forma przestrogi, bo kiedyś można z (nie)celną uwagą trafić na kogoś innego i zobaczyć tragiczny finał takiej historii...