Chociaż nie. Wróćmy jeszcze na chwilę do świąt.
Za radą kilkorga ludzi postanowiłam spędzić te święta troszkę inaczej niż zwykle: kupiłam łańcuch i bombki i przyozdobiłam pokój, pojechałam do lasu osobiście wybierać choinkę, pogłówkowałam nad prezentami, własnoręcznie je zapakowałam, upiekłam całą stertę pierniczków i powiesiłam je na choince, śpiewałam kolędy tak, że sąsiedzi musieli zainwestować w zatyczki do uszu, spróbowałam wszystkich 12 potraw, cieszyłam się jak dziecko, rozpakowując prezenty.... I wiecie co? Było super! Uważam, że to były najlepsze święta od wielu lat! To nic, że mój prezent nie przeżył nawet pierwszej nocy. To nic, że prezent dla taty okazał się całkowicie nietrafiony. To nic, że ten karp wcale nie był zbyt smaczny.... To nic!
Za radą kilkorga ludzi postanowiłam spędzić te święta troszkę inaczej niż zwykle: kupiłam łańcuch i bombki i przyozdobiłam pokój, pojechałam do lasu osobiście wybierać choinkę, pogłówkowałam nad prezentami, własnoręcznie je zapakowałam, upiekłam całą stertę pierniczków i powiesiłam je na choince, śpiewałam kolędy tak, że sąsiedzi musieli zainwestować w zatyczki do uszu, spróbowałam wszystkich 12 potraw, cieszyłam się jak dziecko, rozpakowując prezenty.... I wiecie co? Było super! Uważam, że to były najlepsze święta od wielu lat! To nic, że mój prezent nie przeżył nawet pierwszej nocy. To nic, że prezent dla taty okazał się całkowicie nietrafiony. To nic, że ten karp wcale nie był zbyt smaczny.... To nic!
Dziękuję bardzo tym, którzy podsunęli mi ten pomysł na święta!
Ale święta się skończyły... I co teraz? Hm, teoretycznie mamy jeszcze jedno święto! Przecież Nowy Rok się zbliża. No właśnie....
Nie od dziś wiadomo, że początek nowego roku sprzyja postanowieniom. Że będę się więcej uczyć, że rzucę palenie, że nie będę wydawać tyle pieniędzy. No i staramy się - pierwszy tydzień, drugi. Co wytrwalsi dają radę przez miesiąc. A potem, wracamy do starych przyzwyczajeń. Więc czy jest sens robić jakiekolwiek postanowienia?
No właśnie jest!
Kiedyś jedna z moich nauczycielek powiedziała, że stawiamy sobie wszyscy zbyt trudne do zrealizowania postanowienia. Bo na przykład: "nie będę jeść słodyczy"- to bardzo trudne wyzwanie. Znam niewielu ludzi, którzy daliby radę wytrzymać bez chociażby jednej malutkiej czekoladki. Powstrzymują się przez te kilkanaście dni, aż w końcu "wymiękają" i są źli na siebie, że nie podołali. A nie o to chodzi w postanowieniach! Czy nie lepiej powiedzieć "Nie będę jeść białej czekolady"? (Tym bardziej, że jej nie lubię i wcale mnie do niej nie ciągnie.) I w tedy, na koniec roku, móc z czystym sumieniem powiedzieć: "Spełniłem swoje postanowienie. Przez cały rok nie zjadłem ani kosteczki białej czekolady."... Wiecie jaka to radość, wiedzieć że osiągnęło się swój cel? To nic że taki malutki.Ważne, że się udało. I dopiero, jak nauczymy się spełniać te maleńkie plany, możemy się brać za te wielkie!
A moje postanowienia na nowy rok?
Pierwsze mam zamiar spełnić jeszcze w starym roku. A mianowicie - przeżyć najlepszego Sylwestra w swoim życiu. Myślę, że nie będzie to trudne. Szczególnie, że będę miała przy sobie takie fajne osoby :-)
Tak więc- bierzmy się za spełnianie planów, marzeń i postanowień! Bo na prawdę warto.
Powodzenia!