niedziela, 23 października 2016

Miedzy nami wariatami


„Siedzi psychiatra na dyżurze – nudno, cicho, wariaci śpią. Nagle otwierają się cicho drzwi i wpełza na kolanach człowiek omotany w coś – w zębach, na rękach, nogach i jeszcze parę metrów tego za sobą ciągnie. Doktor zagaduje:
- O... żmijka mała do nas przyszła... Co żmijko, jak ci pomóc?
Człowieczek bulgocze coś i kiwa przecząco głową.
- To może żółwik jesteś? Co? Jesteś małym żółwikiem?
Człowieczek znów kręci głową.
- To może mały robaczek, co się właśnie wykluwa z kokonu?
W końcu człowiek wypluwa to co ma w zębach:
- Panie, co Pan! Jestem wasz admin sieciowy, kable rozciągam!”

Ten kawał słyszałam już w dzieciństwie i zawsze mnie bawił. Dziś jednak stał on się dla mnie natchnieniem do napisania posta – nie ma to jak awansować ze zwykłej opowiastki, do muzy! ;)

Jakiś czas temu pisałam ze znajomym na chacie. Powiedziałam mu, że mam wolny dzień, więc jadę ze znajomymi w górki – pociąg o 7 rano, szybki spacer na szczyt, o 22 jestem z powrotem we Wrocławiu. Odpisał mi, że jestem szalona. Tydzień później poinformowałam go, że mam znowu wolne, więc zabieram ze sobą koleżankę i jedziemy zwiedzać zamek, oddalony od Wrocławia o godzinę drogi. Wtedy również stwierdził, że jestem nienormalna. Oba te sformułowania zostały użyte w kontekście jak najbardziej pozytywnym – miały zapewne oznaczać, że nie jestem nudnym człowiekiem, a kimś kto się wybija z tłumu. Kimś, komu należy się pewnego rodzaju podziw za to, że jest nieszablonowy tak, słodzę sobie ;p 
Z drugiej strony, spróbujcie powiedzieć przypadkowej osobie na ulicy - „Jesteś nienormalny!”. Zabrzmi to raczej jak oblega. Będzie to oznaczało, że ktoś zachowuje się inaczej niż się powinno. Że robi coś, czego nie powinien. Że powinien zacząć zachowywać się inaczej. Zatem, czy słowo „nienormalny” jest określeniem pozytywnym czy negatywnym?

Chciałam sprawdzić w słowniku, jak definiuje się osobę nienormalną. Jedyne co znalazłam, to stwierdzenie, że „nienormalny” to „taki, który odbiega od pewnej normy”. No trudno, nie bardzo mi to pomogło. Kliknęłam więc w odnośnik do hasła „normalny”. Dowiedziałam się, że „normalny, czyli zgodny z normą, uchodzący za taki jaki powinien być, najczęściej spotykany, typowy, zdrowy psychicznie i fizycznie”. Z tego wynika, że chyba powinnam się obrazić, na stwierdzenie kolegi, że jestem nienormalna...

Pozostaje jednak jedno, dość istotne pytanie: jak wygląda norma, od której odbiegają nienormalni?

Wpadła mi ostatnio w ręce książka pod tytułem „Nowe uzależnienia”. Sama w sobie jest raczej kiepska (nie polecam), ale zwrócił moją uwagę jeden rozdział – o uzależnieniu od telefonu. Według autora, jednym z objawów uzależnienia od komórki jest niewyłączanie jej na noc... Szczerze mówiąc to by sugerowało, że 99% osób, z którymi mam kontakt (w tym ja) jest uzależnionych, czyli nie do końca pasujących do normy. Jeśli jednak prawie wszyscy są „nienormalni”, to może wtedy bycie normalnym jest nienormalne?... To taki trochę dylemacik, który towarzyszy mi od zawsze, który często pojawia się na moim blogu, a nikt nie potrafi mi na niego odpowiedzieć :(

Wiadomym jest ostatnio mój ulubiony zwrot – stosuję go za każdym razem, gdy nie mogę znaleźć źródła do czegoś w pracy inżynierskiej ;) , że strasznie dużo zależy od towarzystwa, w jakim się obracamy – to co wśród jednych ludzi będzie normalne, dla innych będzie najzwyczajniej dziwne. Tak jak dla doktora z kawału „normalni” byli pacjenci utożsamiający się ze zwierzętami, tak dla mnie normalni są ludzie, którzy spędzają przed komputerem kilka godzin dziennie według tej cudownej książki, to tez nie jest normalne ;) .

Miałam kiedyś sąsiada. Potrafił on godzinami odbijać małą piłeczkę od ściany i ją łapać, odbijać i łapać, odbijać i łapać, odbijać... Zawsze moi rodzice mówili, że coś z nim jest nie tak. Bo to nie jest normalne, żeby człowiek potrafił aż tak długo zająć się piłeczką. Taki tam epizodzik, ale przypomniałam sobie o nim dopiero wtedy, kiedy złapałam się na tym, że od pół godziny się przed biurkiem z piłeczką w dłoni i odbijam ją od ściany ;)

Zabawnie było uświadomić sobie, że jest się nienormalnym. A doświadczyłam tego jeszcze jeden raz w tym tygodniu... Wiele osób wie, że raczej nie jestem duszą towarzystwa. Ci, którzy żyją bliżej mnie nawet wiedzą skąd to wynika – z lęku przed byciem ocenionym negatywnie, przed wyśmianiem itd.. Tak samo, większość obcujących ze mną ma świadomość, że mam tendencję do odbierania zwrotów typu „ładna bluzka” jako „Co Ty na siebie ubrałaś?! Wyglądasz tragicznie!”. Dla mnie zawsze było to moje normalne zachowanie – tak jest, tak było i tak będzie, więc jest to dla mnie pewnego rodzaju norma. Wczoraj wieczorem przeczytałam, że coś podobnego nazywa się zaburzeniem osobowości i że to się leczy. No cóż – w takim razie czeka mnie już tylko biały kaftan i pokój bez klamek ;) Generalnie przechodzę ostatnio przez syndrom studenta pierwszego roku medycyny – czytam książkę o psychologii, i wyłapuję u siebie objawy WSZYSTKICH opisanych w niej schorzeń i zaburzeń.

„- Wiesz, przeczytałem ostatnio, że alkohol szkodzi...
- I co zrobiłeś?
- Przestałem czytać.”

To chyba dość dobra metoda ;)


Mieliśmy niedawno w duszpasterstwie gości, Anię i Kamila. To młode małżeństwo, które poświęciło miesiąc urlopu, żeby wybrać się na wycieczkę – z plecakiem ważącym prawie tyle co oni, żywiąc się liofilizowanymi owocami, nocując w namiocie, bez dostępu do prysznica, zwiedzili Patagonię. Szaleni...
Zaczął się Tydzień Misyjny, więc wspomnę też o innych ludziach, których poznałam jakiś czas temu, i którzy podbili moje serce. Studenci, lub młodzi zaraz po studiach, w ramach wolontariatu rzucają wszystko, by wyjechać na kilka miesięcy do krajów misyjnych (Liberia, Indie i wiele innych ciekawych miejsc), by tam pomagać najuboższym poprzez swoją pracę. No tych też bym nie zaliczyła do ludzi spełniających normy.

Czy oni wszyscy są normalni? Ani trochę! Ale tu myślę oczywiście o pozytywnym znaczeniu. Są raczej takimi pozytywnymi szaleńcami. I myślę, że każdy z nas ma w sobie taką cząstkę „dobrej nienormalności”, która sprawia, że jesteśmy inni niż wszyscy i jest nam z tym dobrze, jak i tej „złej nienormalności”, która czasem powoduje, że patrzą na nas kątem oka i zastanawiają się, do którego specjalisty nas odesłać. I parafrazując cytat o wilkach, to od nas zależy, którą z tych nienormalności „nakarmimy”. Czy pozwolimy sobie na bycie innymi i robienie tego, na co inni nie mają odwagi? Czy może przestaniemy nad sobą pracować i staniemy się dziwakami? A może będziemy do bólu zwykli i normalni?

No cóż, cokolwiek nie wybierzesz, na pewno będzie to dobra decyzja :)