„Siedzi psychiatra
na dyżurze – nudno, cicho, wariaci śpią. Nagle otwierają się
cicho drzwi i wpełza na kolanach człowiek omotany w coś – w
zębach, na rękach, nogach i jeszcze parę metrów tego za sobą
ciągnie. Doktor zagaduje:
- O... żmijka mała
do nas przyszła... Co żmijko, jak ci pomóc?
Człowieczek
bulgocze coś i kiwa przecząco głową.
- To może żółwik
jesteś? Co? Jesteś małym żółwikiem?
Człowieczek znów
kręci głową.
- To może mały
robaczek, co się właśnie wykluwa z kokonu?
W końcu człowiek
wypluwa to co ma w zębach:
- Panie, co Pan!
Jestem wasz admin sieciowy, kable rozciągam!”
Ten kawał słyszałam
już w dzieciństwie i zawsze mnie bawił. Dziś jednak stał on się
dla mnie natchnieniem do napisania posta – nie ma to jak awansować
ze zwykłej opowiastki, do muzy! ;)
Jakiś czas temu
pisałam ze znajomym na chacie. Powiedziałam mu, że mam wolny
dzień, więc jadę ze znajomymi w górki – pociąg o 7 rano,
szybki spacer na szczyt, o 22 jestem z powrotem we Wrocławiu.
Odpisał mi, że jestem szalona. Tydzień później poinformowałam
go, że mam znowu wolne, więc zabieram ze sobą koleżankę i
jedziemy zwiedzać zamek, oddalony od Wrocławia o godzinę drogi.
Wtedy również stwierdził, że jestem nienormalna. Oba te
sformułowania zostały użyte w kontekście jak najbardziej
pozytywnym – miały zapewne oznaczać, że nie jestem nudnym
człowiekiem, a kimś kto się wybija z tłumu. Kimś, komu należy
się pewnego rodzaju podziw za to, że jest nieszablonowy tak,
słodzę sobie ;p
Z drugiej strony,
spróbujcie powiedzieć przypadkowej osobie na ulicy - „Jesteś
nienormalny!”. Zabrzmi to raczej jak oblega. Będzie to oznaczało,
że ktoś zachowuje się inaczej niż się powinno. Że robi coś,
czego nie powinien. Że powinien zacząć zachowywać się inaczej.
Zatem, czy słowo „nienormalny” jest określeniem pozytywnym czy
negatywnym?
Chciałam sprawdzić
w słowniku, jak definiuje się osobę nienormalną. Jedyne co
znalazłam, to stwierdzenie, że „nienormalny” to „taki, który
odbiega od pewnej normy”. No trudno, nie bardzo mi to pomogło.
Kliknęłam więc w odnośnik do hasła „normalny”. Dowiedziałam
się, że „normalny, czyli zgodny z normą, uchodzący za taki jaki
powinien być, najczęściej spotykany, typowy, zdrowy psychicznie i
fizycznie”. Z tego wynika, że chyba powinnam się obrazić, na
stwierdzenie kolegi, że jestem nienormalna...
Pozostaje jednak
jedno, dość istotne pytanie: jak wygląda norma, od której
odbiegają nienormalni?
Wpadła mi ostatnio
w ręce książka pod tytułem „Nowe uzależnienia”. Sama w sobie
jest raczej kiepska (nie polecam), ale zwrócił moją uwagę jeden
rozdział – o uzależnieniu od telefonu. Według autora, jednym z
objawów uzależnienia od komórki jest niewyłączanie jej na noc...
Szczerze mówiąc to by sugerowało, że 99% osób, z którymi mam
kontakt (w tym ja) jest uzależnionych, czyli nie do końca
pasujących do normy. Jeśli jednak prawie wszyscy są „nienormalni”,
to może wtedy bycie normalnym jest nienormalne?... To taki trochę
dylemacik, który towarzyszy mi od zawsze, który często pojawia się
na moim blogu, a nikt nie potrafi mi na niego odpowiedzieć :(
Wiadomym jest ostatnio mój ulubiony zwrot – stosuję go za każdym razem, gdy
nie mogę znaleźć źródła do czegoś w pracy inżynierskiej ;) ,
że strasznie dużo zależy od towarzystwa, w jakim się obracamy –
to co wśród jednych ludzi będzie normalne, dla innych będzie
najzwyczajniej dziwne. Tak jak dla doktora z kawału „normalni”
byli pacjenci utożsamiający się ze zwierzętami, tak dla mnie
normalni są ludzie, którzy spędzają przed komputerem kilka godzin
dziennie według tej cudownej książki, to tez nie jest normalne ;) .
Miałam kiedyś
sąsiada. Potrafił on godzinami odbijać małą piłeczkę od ściany
i ją łapać, odbijać i łapać, odbijać i łapać, odbijać...
Zawsze moi rodzice mówili, że coś z nim jest nie tak. Bo to nie
jest normalne, żeby człowiek potrafił aż tak długo zająć się
piłeczką. Taki tam epizodzik, ale przypomniałam sobie o nim
dopiero wtedy, kiedy złapałam się na tym, że od pół godziny się
przed biurkiem z piłeczką w dłoni i odbijam ją od ściany ;)
Zabawnie było
uświadomić sobie, że jest się nienormalnym. A doświadczyłam
tego jeszcze jeden raz w tym tygodniu... Wiele osób wie, że raczej
nie jestem duszą towarzystwa. Ci, którzy żyją bliżej mnie nawet
wiedzą skąd to wynika – z lęku przed byciem ocenionym
negatywnie, przed wyśmianiem itd.. Tak samo, większość obcujących
ze mną ma świadomość, że mam tendencję do odbierania zwrotów
typu „ładna bluzka” jako „Co Ty na siebie ubrałaś?!
Wyglądasz tragicznie!”. Dla mnie zawsze było to moje normalne
zachowanie – tak jest, tak było i tak będzie, więc jest to dla
mnie pewnego rodzaju norma. Wczoraj wieczorem przeczytałam, że coś
podobnego nazywa się zaburzeniem osobowości i że to się leczy. No
cóż – w takim razie czeka mnie już tylko biały kaftan i pokój
bez klamek ;) Generalnie
przechodzę ostatnio przez syndrom studenta pierwszego roku medycyny
– czytam książkę o psychologii, i wyłapuję u siebie objawy
WSZYSTKICH opisanych w niej schorzeń i zaburzeń.
„- Wiesz,
przeczytałem ostatnio, że alkohol szkodzi...
- I co zrobiłeś?
- Przestałem
czytać.”
To chyba dość
dobra metoda ;)
Mieliśmy niedawno w
duszpasterstwie gości, Anię i Kamila. To młode małżeństwo,
które poświęciło miesiąc urlopu, żeby wybrać się na wycieczkę
– z plecakiem ważącym prawie tyle co oni, żywiąc się
liofilizowanymi owocami, nocując w namiocie, bez dostępu do
prysznica, zwiedzili Patagonię. Szaleni...
Zaczął się
Tydzień Misyjny, więc wspomnę też o innych ludziach, których
poznałam jakiś czas temu, i którzy podbili moje serce. Studenci,
lub młodzi zaraz po studiach, w ramach wolontariatu rzucają
wszystko, by wyjechać na kilka miesięcy do krajów misyjnych
(Liberia, Indie i wiele innych ciekawych miejsc), by tam pomagać
najuboższym poprzez swoją pracę. No tych też bym nie zaliczyła
do ludzi spełniających normy.
Czy oni wszyscy są
normalni? Ani trochę! Ale tu myślę oczywiście o pozytywnym
znaczeniu. Są raczej takimi pozytywnymi szaleńcami. I myślę, że
każdy z nas ma w sobie taką cząstkę „dobrej nienormalności”,
która sprawia, że jesteśmy inni niż wszyscy i jest nam z tym
dobrze, jak i tej „złej nienormalności”, która czasem
powoduje, że patrzą na nas kątem oka i zastanawiają się, do
którego specjalisty nas odesłać. I parafrazując cytat o wilkach,
to od nas zależy, którą z tych nienormalności „nakarmimy”.
Czy pozwolimy sobie na bycie innymi i robienie tego, na co inni nie
mają odwagi? Czy może przestaniemy nad sobą pracować i staniemy
się dziwakami? A może będziemy do bólu zwykli i normalni?
No cóż, cokolwiek nie wybierzesz, na pewno będzie to dobra decyzja :)
No cóż, cokolwiek nie wybierzesz, na pewno będzie to dobra decyzja :)
