Co to za sposób?
Eskapizm.
Z czym kojarzy Cię takie słowo?
Początkowo uznałam to za jakiś rodzaj filozofii, coś jak Platonizm, tylko od jakiegoś nieznanego mi Eskapa. Później stwierdziłam, że może to być coś w rodzaju jakiejś choroby, może nawet psychicznej. W nastepnej kolejności na myśl przyszły mi escape roomy - więc może to trend polegający na chodzeniu do takich miejsc? Ostatecznie jednak się poddałam i postanowiłam sprawdzić we wszechwiedzącej Wikipedii - skoro pomogła mi skończyć studia, to i tu powinna wiedzieć. No i mnie nie zawiodła!
"Eskapizm oznacza ucieczkę od problemów związanych z życiem społecznym, codziennością i rzeczywistością w świat iluzji i wyobrażeń".
Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłam że to ma swoją nazwę. Każdy przecież od czasu do czasu potrzebuje oderwać się od szarej codzienności, od mniejszych i większych problemów. Szczególnie, gdy stajemy się w jakiejś kwesti bezsilni - nie pozostaje nam wtedy nic innego, jak tylko oderwanie się od problemu. I każdy ma na to jakiś sposób - impreza, alkohol, wyjazd w góry, gry komputerowe, pisanie. Nie ważne co to jest, ważne że działa! Czy więc potrzeba było tworzyć tak mądrze brzmiące nazwy, tylko po to, by określić jakoś zwykłą ucieczkę od problemów?
W pewien sposób chyba tak. Bo czy "ucieczka" nie brzmi Ci trochę zbyt pejoratywnie? Mówiąc "ucieczka" zazwyczaj mamy w głowie tchórzy i słabeuszy, którzy po prostu sobie nie poradzili z otaczającą ich rzeczywistością. Nikt nie chce uciekać. Albo inaczej - nikt nie chce przyznać, że musi uciekać. Każdy z nas wolałby, nawet przed samym sobą, być zawsze silnym, pewnym siebie, panującym nad problemami. Dzięki nazwaniu tego eskapizmem, możemy trochę wyluzować i uznać, że takie działania nie są aż takie złe. Każdy ich od czasu do czasu przecież potrzebuje.
Dla mnie eskapizmem jest Droga. Nie ważne, czy idę na Rysy, do Częstochowy czy po jednym z wrocławskich parków. Kiedy idę, życie nie jest aż tak skomplikowane, problemy tracą na znaczeniu, czasem wręcz zapominam o codzienności i o zwykłej, szarej, albo wręcz czarnej rzeczywistości. Wychodząc z domu kłębią mi się w głowie różne myśli, próbuję rozwiązać narastające przez cały dzień/tydzień/miesiąc problemy. Ale już po chwili liczy się tylko stawianie kolejnych kroków. Nic poza tym. Wtedy też myśli skupią się choć na chwilę na pięknej porcelanowej filiżance na wystawie sklepu, na bolącym odcisku, albo na uczuciu panicznego strachu, gdy muszę puścić łańcuch jedną ręką, by dosięgnąć kolejnego odcinka. I wtedy, w tej chwili, tylko to jest ważne. A nie to, co do tej pory tak bardzo zaprzątało moją głowę. Owszem, jest to ucieczka od problemu. Ale jest to też sposób ujścia dla wszystkich problemów i negatywnych emocji. Bo czasami musimy po prostu przyznać przed samym sobą, że mamy problem, nie możemy sobie z nim poradzić i jedyne co możemy zrobić, by normalnie funkcjonować, to chociaż na chwilę zostawić go za sobą.
Jaka jest więc różnica między zwykłym uciekaniem, a tym dobrym uciekaniem?
Cóż, chyba wszystko opiera się na celu. Jeżeli celem jest ucieczka sama w sobie, to niezbyt dobrze. Nie możemy tak po prostu zostawić wszystkich problemów z myślą że rozwiążą się same, bo to nigdy nie pomaga. Ale jeżeli ucieczka jest tylko efektem ubocznym, a głównym celem jest poznanie nowego miejsca, zdobycie kolejnego szczytu, to czemu nie? Skoro prowadzi to do jakiejś radości, dumy z siebie, może nawet wzrostu poczucia własnej wartości, a przy okazji jeszcze pozwala oderwać się od problemu...
Według jednej z mądrych stron, na jaką trafiłam czytając o eskapizmie, istota tkwi w "głębokim, pełnym pasji spotkaniu człowieka ze światem". Więc jeżeli Twoje sposoby uciekania właśnie do tego prowadzą, gratuluję - rób tak dalej. Nie musisz spełniać marzeń, pokonywać swoich ograniczeń czy słabości. Czasami wystarczy, że znajdziesz twórczy sposób na ucieczkę. Jak go znaleźć? Na jednym z blogów znalazłam dość prosty przepis:
1. Wejdź w intensywny kontakt ze światem - co istotne, świat nie kończy się w naszych głowach. Warto czasem wyjść, posłuchać innych, porozmawiać, dowiedzieć się czegoś ciekawego, zainteresować się. Na początku nie musi być to nic konkretnego. Wystarczy rozbudzić w sobie zwykłą ciekawość, a to nie jest wbrew pozorom aż takie trudne. Dzięki temu w pewnym momencie, nawet o tym nie myśląc, wpadniesz na krok numer 2.
2. Znajdź swój temat - "swój", czyli taki, który Cię wewnętrznie porusza, który wzbudza Twoją ciekawość, szacunek lub inne silne emocje. Może zawsze patrzyłeś z respektem na rezonans magnetyczny, zastanawiając się, jak to się dzieje, że wkładają tam człowieka, aby już po chwili wiedzieć, jak wygląda w środku? Rozmawiająz z innymi lub podejmując aktywności inne niż do tej pory, w końcu odkryjesz, co porusza Twoje serce. Chociaż istnieje też spora szansa, że już masz taki temat. Co to jest?
3. Zanurz się po uszy - czytaj, zadawaj pytania, dociekaj. Łatwizna, jeżeli znajdziesz ten właściwy temat.
Gdy zrealizujesz odpowiednio te trzy kroki, powinna zacząć się w Tobie pojawiać potrzeba działania. Co wtedy? Zacznij działać! Nie planować, nie tworzyć cele, nie próbować zmienić cały świat. Zrób po prostu to, na co w danej chwili przychodzi Ci ochota. Coś małego, ale co pozwoli Ci się zanurzyć całkowicie w temacie, odrywając się od rzeczywistości. Wyjdź na spacer w poszukiwaniu nowych kolorów liści, napisz bloga, stwórz projekt ulotek dla firmy, którą właśnie wymyśliłeś, upiecz ciasto. Zrób coś, co Cię pochłonie do reszty. Co pozwoli Ci zapomnieć o problemach. Ale rób to dla siebie, by sie rozwijać, a nie by uciekać. Bo wtedy tylko ucieczka jest dobra, gdy prowadzi do twórczego działania.
A co potem?
Cóż, jeżeli problem podczas naszej nieobecności w rzeczywistości nie zniknął, trzeba przyznać że jest on jak najbardziej realny i stawić mu czoła. Ale po takiej uciecze, prawie jak po urlopie, będziemy mieli więcej siły by z nim walczyć.
A więc nie bójmy się uciekać i eskapujmy się!
