Miałam
wtedy pięć, może sześć lat. Namalowałam obrazek, farbkami.
Zaniosłam go mamie i zapytałam, czy ładnie. Mama rzuciła okiem na
rysunek i rzucił krótkie „Nie”. Pamiętam, że wtedy mnie
wmurowało. Przecież zawsze chwaliła to, co zrobiłam! Wzięłam więc obrazek, wróciłam do pokoju i zaczęłam go poprawiać. Gdy
zaniosłam ulepszoną wersję i zapytałam, czy teraz lepiej,
dostałam w odpowiedzi tylko krótkie „Tak”.
Dziś ta sytuacja wydaje mi się zabawna. Chociaż wtedy to zwykłe „nie” podchodziło pod
dramat. Pomimo że minęło piętnaście lat, nadal gdy mam kogoś
zapytać o to, czy robię daną rzecz dobrze, nadal czekam na to
uczucie, które pojawiło się wtedy, gdy dostałam nie taką
odpowiedź jak oczekiwałam. Dlatego zazwyczaj nie pytam. Albo wręcz
przeciwnie – zakładam, że jest do bani, żeby co najwyżej się
przyjemnie zdziwić. Ale ile to już ludziom krwi napsuło!
Nie
dalej jak dwa dni temu rozmawiałam na fb z pewnym znajomym. Jak to
zazwyczaj ze mną bywa, zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że
człowiek wraca zmęczony z pracy, pewnie chciałby odpocząć, a ja
do niego pisze w środku nocy. I to z niczym poważnym. Ot tak, żeby
sobie pogadać. Zaczęłam go przepraszać, że „zawracam mu
gitarę”.
O ile można wyczuć to z tonu wiadomości tekstowej,
wręcz poczułam, jak mnie opierdzielił, że mam nie nazywać tego
zawracaniem gitary.
Do wielu ludzi w swoim życiu już używałam
tego zwrotu. Nie raz liczyłam, że ktoś mi napisze coś w stylu
„daj spokój, nie zawracasz”, „nie mam nic przeciwko”. Ale on
był pierwszą od kiedy sięgam pamięcią, która to zrobiła. To
miłe. Nawet bardzo. Dzięki temu poczułam, że chyba jednak ma
ochotę ze mną rozmawiać. Że nie przeszkadza mu, że tak często
zabieram mu długie godziny, które mógłby spożytkować inaczej.
Niby jedno proste zdanie, ale radość z tego niesamowita :-)
Są
osoby, na których zdaniu zależy mi szczególnie. I tak jak w
dzieciństwie biegałam do mamy z każdym dziełem, tak teraz też
czasem mam ochotę pokazać pewnym osobom to, czym się zajmuję.
Niestety,
mama odpada. Kiedy tworzę jakąś aplikację i próbuję jej o niej
opowiadać, patrzy na mnie maślanymi oczami, niewiele rozumiejąc.
Rysunków już nie robię. Wiersze dawno przestałam pisać –
zresztą, nigdy nie były zbyt dobre.
Mam jednak jedną osobę, której
podsyłam zawsze swoje wpisy na bloga, grafiki, czy cokolwiek co
tworzę, co można szybko ocenić. Zazwyczaj dostaję informację w
stylu: „do bani, ale pokazuj światu!”. Gdy dopytuję, co jest nie
tak, słyszę „Nic, żartowałem. Jest super.”. Zazwyczaj po czymś takim moja urażona duma postanawia skasować wszystko, M. namawia mnie,
żebym jednak to puściła w świat i wychwala dzieło pod niebiosa, ja
kłócę się z nim, że robi to tylko po to, żeby nie było mi
przykro, on zaprzecza, po czym ja publikuję. I tak za każdym razem.
Do tej pory nie wiem, czy w jego odczuciu dana rzecz jest dobra czy
kiepska, nie potrafię tego rozgryźć. Po cichu jednak liczę na to,
że gdyby była aż tak tragiczna, powstrzymałby mnie przed
publiczną kompromitacją.
Tym
bardziej, że na ratunek w tej kwestii przychodzi pewien człowiek,
który już od ponad roku czyta moje posty, do czego się już nie
raz przyznał. Niby nic wielkiego, ale wystarczyło, że ta osoba raz
udostępniła na swojej tablicy jeden z moich postów, a rok później
(!!!) pokazywała innym tego posta. Mimo że na początku było mi
głupio (gdybym wiedziała, ile osób go zobaczy, bardziej bym się
postarała), to jednak te kilka centymetrów w swoich oczach urosłam.
Do tego od czasu do czasu dostaję feedback, że przeczytał, że świetnie
piszę i że mam dalej pisać i liczba postów pojawiających się na
blogu rośnie (ostatnimi czasy to nawet aż do przesady...). Oprócz tego dzięki temu powstały tony opowiadań, które
wylądowały w koszu, jedna prawie książka, którą kilka osób
miało okazje przeczytać i setki stron pisanych wieczorami o niczym.
Niby nic wielkiego, ale powiedzenie „robisz to dobrze”
wystarczyło, żeby znaleźć mi zajęcie i jeszcze mnie podbudować
:D
Chociaż
jest jedna osoba, która robi znacznie więcej, niż powiedzenie
„robisz to dobrze”. Ta osoba od czasu do czasu mówi mi też
„robisz to źle”. Co w tym dobrego? Otóż, dzięki temu wiem, że
kiedy słyszę pochwałę, to nie jest to tylko grzeczność. Że
faktycznie zrobiłam to super.
Na początku strasznie się
wściekałam, słysząc co chwilę o kolejnej rzeczy, którą mam poprawić. Nie
ukrywam, że czasami nawet miałam ochotę rzucić to wszystko i
stwierdzić, że ja się do niczego nie pchałam, zawsze mówiłam,
że na tym się nie znam, więc proszę ode mnie nie wymagać cudów.
Ale niestety mam w głowie pewien uparty głosik, który ciągle mi
mówił, że mam to robić tak długo, aż w końcu usłyszę, że
jest dobrze. No i zazwyczaj w końcu się udawało uzyskać aprobatę.
I to, że czasem mówię, że nie potrafię czy nie jestem w stanie zrobić pewnych rzeczy, to wcale nie oznacza, że tak jest. Głosik bywa bardzo uparty, więc pewnie i tego, czego nie umiem, będę musiała się nauczyć...
Tylko trzeba pomimo mojego wściekania się, dostatecznie często przypominać mi, że mam się tego nauczyć ^^
Jest
jeszcze jedna wyjątkowa osoba. Usłyszałam od niej tylko raz, że
to co robię, robię wspaniale. Ale nie ukrywam, podbudowało mnie
to. Dlaczego? Bo jest to osoba, którą w jednej konkretnej kategorii
uważam za swój wzór do naśladowania. Często słyszę od niej
uwagi o tym, jako można by zrobić to czy tamto żeby było dobrze, jak sobie poradzić
z pewnymi trudnościami. Dlatego taka informacja od niej... no cóż –
kolejne centymetry w górę. Co ciekawe, ta osoba prawdopodobnie nie
wie, że jest moim autorytetem. Nie wie zatem, ile jej pochwała
znaczy dla mnie. Dlatego czasem warto kogoś pochwalić. Może akurat
sprawicie mu większą radość, niż myślicie? :D
Niesamowicie
poprawiła mi również ostatnio humor rozmowa z pewnym chłopakiem.
Nie znamy się zbyt dobrze, ale tak wyszło, że mieliśmy okazję
spędzić razem trochę więcej czasu przy herbacie. Wiadomo, w
takich sytuacjach często mówi się o sobie. Nigdy chyba nie zapomnę
wyrazu twarzy tego człowieka, gdy mówiłam kolejne fakty dotyczące
mojej skromnej osoby: czym się zajmuję na studiach, że troszkę
programuję, gdzie pracuję... Wiem, że to już podchodzi pod
zadufanie w sobie, ale miło było komuś zaimponować i tak dobitnie
to poczuć. Dobrze to zrobiło mojej samoocenie. Teraz tylko nie
zepsuć tego pierwszego wrażenia... ;)
Miło
jest usłyszeć, że robi się coś dobrze. Szczególnie od ludzi,
którzy mi w jakiś sposób imponują. Albo od ludzi, na których mi
zależy.
Dziękuję wszystkim, którzy w ten sposób już nie raz
poprawili mi humor i podnieśli na duchu. Bo czasami wiem, że coś
robię dobrze. Zazwyczaj jednak tylko podejrzewam, a negatywne głosy
z głowy robią swoje i po czasie stwierdzam, że jednak to jest do
kitu. No cóż, jakąś wadę trzeba mieć :D
Dziękuję również tym, którzy
potrafią mi powiedzieć, kiedy coś jest nie tak i jak zrobić, żeby
było lepiej.
Podobno jak się komuś powie o swoim postanowieniu,
to później jest łatwiej je zrealizować. Dlatego moje
postanowienie na nowy rok: częściej mówić ludziom, że coś robią
dobrze! Zachęcam to tego samego :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz