Czasem są takie dni, że człowiek ma ochotę z kimś porozmawiać. I nawet najbardziej zamkniętym w sobie introwertykom się to zdarza! Zazwyczaj siedzę wtedy przed komputerem, odświeżając co kilka sekund facebooka i sprawdzając, czy ktoś do mnie może nie napisał... I parafrazując Kubusia Puchatka, im bardziej sprawdzam, tym bardziej nowych wiadomości nie ma.
W tedy, w zależności od nastroju, robię jedną z dwóch rzeczy:
Albo obrażam się na cały świat, bo przecież gdyby ktokolwiek mnie zauważał/myślał o mnie/lubił mnie/itd., to przecież by się domyślił, że akurat dziś potrzebuję żeby do mnie napisano.
Druga wersja wydarzeń sprowadza się do tego, że sama piszę do konkretnych osób licząc, że z mojego rozpaczliwego „Cześć! Co słychać?” domyślą się, że powinni ze mną porozmawiać. Niestety, jakoś tak ten świat działa, że ludzie się nie domyślają. Więc zazwyczaj rozmowa wygląda w ten sposób:
- Co słychać?
- W porządku. A u Ciebie?
- Też.
- To pa.
- Pa.
Czasami zdarzają mi się jednak przebłyski w stylu: „A może jednak ludzie nie czytają w myślach?”. Zazwyczaj takie przemyślenia miewam właśnie w tytułowym przypływie szczerości, w środku nocy albo po wyjątkowo ciężkim dniu, kiedy to rozsądniej byłoby się w ogóle nie odzywać. Zazwyczaj jednak, ku ogólnej uciesze wszystkich zainteresowanych, zaczynam właśnie wtedy pisać do ludzi, informując ich o tym, jak bardzo potrzebuję porozmawiać, jak jest do kitu i że generalnie wszystko jest nie tak jak powinno.
Oczywiście nie piszę do przypadkowych osób! Są one wybierane nadzwyczaj starannie!
Zazwyczaj jest to
a) osoba, która raz czy dwa mi pomogła w podobnej sytuacji i pomimo że już nie raz usłyszałam od niej, że marudzę i powinnam przestać pisać, to nadal to robię – skoro tyle razy wytrzymała, to i teraz wytrzyma
b) nowo poznany przystojny chłopak – a co! Niech wie, z kim ma do czynienia i w co się pakuje! (nawet jeśli w nic się nie zamierzał pakować...)
c) osoba, która niedawno sama mi truła o milionach swoich problemów – ja musiałam słuchać, niech teraz ona słucha!
Co ciekawe, reakcje ludzi też są prawie zawsze takie same. Ludzie z grupy a) zazwyczaj uciekają z krzykiem, czasem nawet zanim jeszcze zacznę narzekać. Co niektórzy już mają taką wprawę, że gdy tylko pytam, co słychać, to stwierdzają, że muszą iść spać, bo późno.
Osoby z grupy c) zazwyczaj zaczynają też narzekać, ponarzekamy sobie chwilę, po czym kończy się to albo obustronną depresją, albo ja mam tak dość, że uciekam z krzykiem, stwierdzając, że muszę iść spać.
Najciekawsza jest grupa b – ponieważ na podstawie odpowiedzi możesz ją zaklasyfikować do grupy a albo do grupy c. Zawsze jest więc pewien dreszczyk emocji...
Pięknie – narzekam na to, że narzekam!
Niedawno odkryłam ciekawą rzecz. Jeśli nie narzekasz, ludzie chętniej z Tobą rozmawiają! Z moim charakterem jest to dość trudne do realizacji, ale lubię wyzwania. Dlatego od pewnego czasu piszę do ludzi tak po prostu. Część nadal nie może się przestawić i z przyzwyczajenia już pisze, że musi iść spać. Ale jest też kilka osób, z którymi można prowadzić naprawdę ciekawe konwersacje! I nawet jeśli dzień był naprawdę kiepski, ale się o tym nie wspomni, to kilka wiadomości może sprawić, że dzień stanie się od razu lepszy!
Niestety te osoby zazwyczaj nie wiedzą, jak bardzo mi pomogły. Po kilku takich razach, zaczyna mi być głupio, że nie wiedzą i zaczynam rozmyślać nad napisaniem im, ile im zawdzięczam. W tedy dopiero zaczyna się zabawa!
Najpierw zastanawiam się, czy wypada w ogóle coś takiego napisać. Później, co napisać, żeby ta osoba to dobrze odebrała. Następnie, czy to na pewno wysłać. Piszę na brudno. Poprawiam błędy. Czytam jeszcze raz. Stwierdzam, że to bez sensu. Kasuję wszystko. Piszę jeszcze raz. Przestaję czuć wdzięczność, a jedynie frustrację. Denerwuję się. Próbuję jeszcze raz. Wychodzą w miarę składne zdania. Jestem zła, że byłam zła. Słodzę jeszcze bardziej, żeby wynagrodzić niczemu nieświadomej osobie jak bardzo mnie zdenerwowała. Wysyłam. Czytam jeszcze raz. Stwierdzam że to było głupie. Modlę się, żeby nastąpiła ogólnoświatowa awaria Internetu i żeby ta wiadomość nie doszła....
Jeszcze gorzej jest, kiedy jestem na kogoś konkretnego zła. Zazwyczaj oczywiście za jakieś poważne zbrodnie, typu: nie napisał do mnie, nie odpisał albo, o zgrozo, nie napisał tego co akurat potrzebowałam! W tedy zazwyczaj unoszę się honorem i stwierdzam: „Choćby się waliło i paliło, nie napiszę do niego/niej pierwsza!”. Im bardziej jestem zła na daną osobę, tym oczywiście krócej trwam w postanowieniu. Tutaj jednak wiem, że nie wypada pisać długich i obraźliwych wiadomości, opisujących jak bardzo zła jestem. Zazwyczaj ograniczam się do krótkiego, wrednego tekstu lub, jeśli ktoś szczególnie podpadł, do mrożącego krew w żyłach: „Co słychać?”. Niestety zauważyłam, że to nie przynosi spodziewanych efektów. Wręcz przeciwnie. Zazwyczaj kończy się to kacem moralnym („Przecież miałam nie pisać!”) a rzeczona osoba tak czy siak, nie zaczyna do mnie pisać sama z siebie...
Od pewnego czasu jednak Introwertyczny Koc robi postępy – zaczyna ROZMAWIAĆ z ludźmi. Nie PISAĆ do nich, ale właśnie rozmawiać.
Skąd w ogóle taki pomysł?!?!
Kilka miesięcy temu pewna osoba do której napisałam właśnie w tytułowym stanie spowodowanym zmęczeniem i późną godziną, zamiast mi odpisać, podeszła do mnie i zaczęła rozmawiać ze mną o tym, co napisałam. Muszę przyznać, że to był dla mnie szok: osoba do której piszę, nie jest tylko obrazkiem z nazwiskiem, koło którego pojawiają się literki! Ta osoba naprawdę istnieje! Zazwyczaj jakoś tego nie zauważałam – Internet to było jedno, rzeczywistość to drugie. I się nijak ze sobą nie łączyło. A tu nagle, to jedno i to samo! W tedy stwierdziłam: „a może jednak by tak zacząć rozmawiać, z tymi prawdziwymi ludźmi?”.
Oczywiście to nie takie proste: ludzie sami nigdy nie zagadują, nie mają czasu, nie wiadomo jak zacząć, czy oni chcą rozmawiać, czy można o tym powiedzieć... W Internecie jest prościej. Piszesz, wysyłasz i już. A tu musisz oglądać reakcję tej osoby! Uhhh....
Na szczęście na swojej drodze spotkałam pewną niesamowitą osobę, która ma nadzwyczajny dar: potrafi rozpoznać, kiedy potrzebuję pogadać. Co ciekawe, nigdy nie daje po sobie poznać, że to widzi. Zazwyczaj zaczyna jakiś temat zupełnie nie związany ze mną i nagle w jakiś magiczny sposób okazuje się, że zaczynam opowiadać o tym, o czym akurat potrzebuję. A że jestem straszną gadułą, to schodzi godzina, druga, trzecia... Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś potrafił pisać ze mną 3h! Mało tego – przez te kilka godzin pisania nie byłabym w stanie powiedzieć i usłyszeć tyle co w trakcie rozmowy!
Oczywiście nadal są wśród moich bliższych i dalszych znajomych osoby, do których nie zadzwoniłabym/nie odezwałabym się choćbym miała pistolet przy głowie – ale napisać, napiszę. Może i na nich kiedyś przyjdzie czas, nie wiem. Jednak ta garstka, do których potrafię się odezwać – niesamowita sprawa, ile mi to daje! Tak więc powoli, Introwertyczny Koc przestaje być aż tak Introwertyczny. A to wszystko tylko i wyłącznie dzięki ... !
Ps. To wcale nie jest tak, że ten post powstał ze złudną nadzieją, że przeczytają to osoby, o których myślę, że powinny do mnie napisać i że nagle się same z siebie odezwą!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz