niedziela, 7 lutego 2016

Kupię szklaną kulę

Był sobie kiedyś pewien człowiek. Mieszkał w swojej szklanej kuli dla chomika i zza niej oglądał świat. Żyło mu się dobrze. 
Pewnego dnia pojawił się inny człowiek. Pokazał naszemu bohaterowi, jak wygląda świat, gdy się patrzy na niego bezpośrednio, a nie przez kulę. Bohater się zachwycił i wyszedł ze swojej kuli. Pooglądał świat, pozachwycał się nim i był prze-szczęśliwy. W pewnym momencie stwierdził, że takie życie jest super i wyrzucił swoją kulę na śmietnik, uznając ją za niepotrzebną. 
Pożył tak 5 miesięcy.  Niestety, zaczął odczuwać, że życie jednak łatwiej się toczy, jak się mieszka w kuli.Chciałby do niej wrócić. Ale kuli nie ma... 

Po pełnym emocji dniu postanowiłam się wcześniej położyć. W końcu zawsze, jak miałam jakiś problem, mama mówiła: "Musisz się z tym przespać". Niestety, emocje nie chciały iść spać. Szklanej kuli, w której mogłyby się zamknąć, też już nie ma. A więc trzeba je wylać. Niech będzie zatem post.

Kiedy byłam mała, uwielbiałam pierogi ruskie. Mama nie robiła ich jakoś szczególnie często, ale kiedy już były, szczyciłam się tym, że potrafię zmieścić w swoim małym brzuszku więcej sztuk niż tato. Rzucałam się na nie i wręcz pożerałam niezliczone ilości.
Do dzisiaj tak mam.
Tylko, że nie z pierogami.
Z ludźmi.

Dobra, to może źle zabrzmiało. Nie jestem ludożercą. Chyba, że emocjonalnym...

Wyobraźmy sobie człowieka, który nie lubi ludzi. I żyje 21 lat ograniczając się do maleńkiej garstki znajomych. Co więcej, ci znajomi nieźle musieli się naczekać, żeby zostać dopuszczonymi do wejścia do kuli.
I nagle kula pryska. Człowiek postanawia być otwarty, nawiązywać kontakty, rozmawiać z ludźmi, mówić co myśli... Ale jest tak wygłodniały i tak mu się to podoba, że nie ogranicza się do jednego pieroga, dziesięciu czy dwudziestu. Je setki pierogów. Znaczy ludzi. Znaczy nie je ludzi, tylko ich męczy. No... I zaczyna się do nich przyklejać - zamęczać SMSami, wiadomościami na facebooku, z niektórymi nawet się spotykać. Nie potrafi przeżyć dnia bez kontaktu z kimś.
Co prawda, nie ma jeszcze wprawy w rozmawianiu. Więc radzi sobie jak potrafi. Wysyła SMSy - czasami o niczym, byleby tylko zagadać. Zaczepia na fb, czekając na odzew. Pisze głupie wiadomości, licząc, że chociaż tym zwróci na siebie uwagę. Marudzi, narzeka, albo chwali. Cokolwiek. Pisze posty na bloga, bo wie, że ktoś to przeczyta i napisze.

I zachłystuje się tym wszystkim aż do bólu.

No właśnie....

Kiedy jadłam te nieszczęsne pierogi, było super. Gorzej było jakieś 15 minut później, kiedy to brzuch już dawno był pełen, a ja nadal jadłam, dopóki się nie skończyły. Najzwyczajniej w świecie, zaczynał boleć brzuch.
I tak samo jest z ludźmi.
Bo czasami niektórzy nie odpisują. Nie oddzwaniają. Nie chcą się spotkać. Powodów jest mnóstwo - brak czasu, brak chęci, mają dość lub po prostu moja wiadomość była na tyle żenująca, że nie wiadomo co odpisać. Ale ten biedny człowiek, który nie wie jeszcze, jak sobie radzić z ludźmi, bardzo się w tedy denerwuje. Bo nie wie co ma robić.

Łatwiej nie lubić ludzi. 

Nie trzeba się zastanawiać, czy wypada napisać (a serio potrafię liczyć godziny/dni pd ostatniej wiadomości i pilnować czy "juz mogę pisać"). Nie trzeba słuchać, że się za często do kogoś pisze. Nie trzeba się denerwować, kiedy ktoś na kim nam zależy, ma nas w głębokim poważaniu. Nic nie trzeba.
Można siedzieć cichutko w swojej kuli, nikomu nie przeszkadzać i tak sobie Być. Albo raczej być. I to się sprawdzało całkiem dobrze. Przynajmniej do momentu, kiedy nie spróbowałam, jak smakują pierogi. A skubane dobre są. I smutno byłoby z nich tak całkiem rezygnować. Ale z drugiej strony, konsekwencje ich jedzenia tragiczne. Gdyby tylko znać umiar...

Nie raz słyszałam o ludziach, którzy mieli raka, wygrali z nim i opowiadają swoją historię, jak to zmieniło się ich życie i teraz jest cudownie. Albo o alkoholikach, którzy przestali pić. Ja też tak opowiadałam swoją historię - Introwertyczny Koc, który stał się otwarty. I ty możesz wygrać ze sobą. Ta-dam.
Tylko tak teraz sobie myślę... Czy to zmiana na lepsze?
Tym bardziej, że im dłużej jestem Otwartym Kocem, tym mniej mi się to podoba.

Może jednak trzeba skołować sobie nową kulę? 

3 komentarze:

  1. Hmmm, w sumie dlatego ja wolę tkwić w takiej swojej kuli, która czasami ma cieńsze ściany, by kogoś wpuścić do tej kuli,ale nigdy ta ściana nie znika. Wtedy robi się odsiew i otwiera się wyjście, którym wychodzą Ci którzy nie chcą w tej kuli tkwić, a ten "chomik" nikogo nie zatrzymuje bo i po co, płakać też po nikim nie będzie. Można to porównać do procesu trawienia :P A chomik już nie taki młody bo w kwietniu kończy 23 lata i nie w głowie mu jakieś swawole. Marzy mu się dom z chata z bali w górach, z kamiennym kominkiem, i poranki na tarasie z widokiem na wschód słońca, gdzie może spokojnie wypić kawę i myśleć o wszystkim i o niczym. Marzę o powrotach do domu po ciężkim dniu z pracy, gdzie w drzwiach witać mnie będą dzieci, żona i pies no może dwa :) Wymieniać by mógł swoje priorytety bez końca. Najważniejsza jest dla niego rodzina i NAJBLIŻSI przyjaciele.

    PS. Nie stronię od ludzi, po prostu tym którym na mnie zależy, wiedzą gdzie jestem.

    "...Wiesz, że po otwarciu wszystkich drzwi, są jeszcze jedne drzwi -drzwi nie odmknięcia...
    Wróciłeś do źródła bogatszy o cierpienie i uspokojony cierpieniem, mówisz, że nie ma rzeczy niepotrzebnych, pamiętaj, że wszystko ma swój czas, miejsce i role do spełnienia..."

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. 20 year-old Web Developer II Hobey Bottinelli, hailing from Terrace Bay enjoys watching movies like Baby... Secret of the Lost Legend and Baseball. Took a trip to Monastery of Batalha and Environs and drives a Ferrari 250 GT LWB California Competizione Spider. uzyskac wiecej

    OdpowiedzUsuń