I tu rozczaruję wszystkie osoby, które myślały, że tytuł posta dotyczy jakiejś nowej miłości, poznanej w kinie. O co więc chodzi? O film "Bogowie".
Ogólnie - niesamowity. Taki "polski" - co kilka sekund lecą "urwały", raz na kilka minut przelewa się wódka - typowy obraz Polaków. Ale nie to jest najważniejsze. Nawet nie to, jak świetnie to naszym aktorom wyszło. I nawet nie realizm, krew czy co tam jeszcze ludzie chwalą. Bardziej zafascynowała mnie inna sprawa, zobacz:
Chcesz założyć firmę. Bardzo dużą. Taką, jakiej nie ma jeszcze w Twoim mieście. Ba, nawet w województwie. Może nawet w kraju. I masz wizję - wiesz jak to ma wyglądać, jak będzie działać. Masz nawet jakiś pomysł, kogo tam zatrudnić. Jest tylko jeden problem - nie masz na to pieniędzy. No niestety - na założenie firmy nie wystarczy te kilka złotówek uzbieranych w skarbonce czy w skarpecie pod materacem. A szczególnie, jeśli tą firmą jest klinika kardiochirurgiczna. Facet jednak dał radę - odmówili mu pomocy raz, drugi, trzeci. Chcieli mu zabrać wszystko. Ale on się nie poddał i udało się - o czym świadczy już sam fakt, że nakręcili o nim film!
Film wywarł na mnie niesamowite wrażenie i skłonił do mnóstwo refleksji. Między innymi na temat, jak dużo trzeba w życiu poświęcić, żeby osiągnąć Cel. Ale nie jakiś tak malutki, ale właśnie Cel, pisany przez duże C. Wystarczy poświęcić kilka nieprzespanych nocy? A może życie towarzyskie? Rodzinę? W jaki sposób się dochodzi do sukcesu? Czy je na to przepis? Czy można pogodzić 100% sukces z innymi, mniejszymi sukcesikami? Czy może trzeba zrezygnować ze wszystkiego?
Często zdarza się, że człowiekowi po prostu nie wychodzi. I w tedy zaczynają się pytania: a gdybym zrobił to inaczej? Może byłoby lepiej?
To mi przypomina naszą ostatnią rozmowę, jaką przeprowadziłam z Moją Kochaną Współlokatorką - o podejmowaniu decyzji. Każdy z nas podejmuje codziennie decyzje - co zjeść na śniadanie, czy pójść na wykłady, jaki prezent kupić pod choinkę. O ile trzeba dokonać wyboru, to raczej nie mają one zbyt wielkiego wpływu na nasze życie. Oczywiście, może się zdarzyć, że zjesz płatki zamiast kanapek, przez to szybciej zgłodniejesz, więc pójdziesz do sklepiku po bułkę, a tam spotkasz miłość swojego życia. Ale zostawmy aż tak głęboką analizę. Chodzi mi o inny typ decyzji - takie, które zmieniają całe Twoje życie i jesteś tego świadomy, ale nie wiesz, czy zmienią na lepsze, czy na gorsze. Na przykład wybór miejsca zamieszkania - miliony konsekwencji, żaden wybór nie wydaje się słuszny, a jednocześnie oba są dobre. Tu łatwiej o pracę, tu bliżej do rodziny i znajomych, tu większe perspektywy, tu taniej. Albo decyzja o ślubie - Czy teraz? Czy w ogóle? Czy z tym? Jeśli tak, to kiedy? Nie za wcześnie? Nie za późno? Może też, czy wybrać pracę czy naukę? Dobrze by było już mieć swoje pieniądze, odkładać na przyszłość. Ale z drugiej strony, studia są ważne. Ale czy aż tak? Czy nie lepiej mieć praktykę, nawet w kiepskim zawodzie, niż sam tytuł w dobrym? Jaki kierunek studiować? Coś, co polecają rodzice? Przecież są starsi, znają się. A może to, co polecają ludzie? W końcu tyle osób nie może się mylić. A może coś, co lubię? Przecież ważne, żeby robić coś fajnego, a nie dużo zarabiać.
Jak dowiedzieć się, która decyzja będzie najlepsza? Czy można, jak w "Efekcie motyla" cofnąć się w czasie i wszystko naprawić? A może każdy wybór da się naprawić już z przyszłości?
To tak troszkę refleksyjnie - zastanówcie się nad tym, pomyślcie. A może ktoś zna sposób, jak przez to przebrnąć?
A teraz coś przyjemniejszego: informuję wszem i wobec, że miałam najlepszy mikołajkowy weekend na świecie! Ścianka wspinaczkowa, występ kabaretu "Limo", mało czasu zmarnowane, większość spożytkowana bardzo efektywnie i efektownie. Dawka śmiechu, która już trzeci dzień nie pozwala mi zgasić uśmiechu z mojej twarzy robi swoje!
Jedno tylko rozczarowanie mnie spotkało. Zawsze, gdy byłam młodsza, 6 grudnia wraz z siostrą budziłyśmy się nad ranem tylko po to, żeby jak najszybciej zobaczyć, co nam Mikołaj przyniósł. Potrafiłyśmy nawet o 5 rano stawiać wszystkich w mieszkaniu tylko po to, żeby się pochwalić co dostałyśmy. A w tym roku budzę się, a tam Mikołaj nic mi nie zostawił :( Widać byłam niegrzeczna....
Na szczęście pewien pomocnik Mikołaja zadbał o mnie i przez innego pomocnika dostarczył mi słodkości, które jeszcze bardziej umiliły mi ten "fajowski" weekend. Tak więc Kramski Mikołaju, bardzo dziękuję za słodki prezencik! :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz