Po pierwsze chciałabym podziękować wszystkim, którym chce się poświęcić te 5 minut na przeczytanie moich słowotoków. Dzięki Wam mój blog przekroczył 1000 wyświetleń! Może to głupie, ale właśnie dzięki świadomości, że ktoś to w ogóle czyta, chce mi się jeszcze pisać! Dziękuję! :-)
A skąd dzisiaj taki dziwny tytuł?
Był sobie Koc, zwykły jak koc. A zwał się ten Koc, Jakiś Tam Jakiś.
No i jakoś sobie ten Koc egzystował - chodził na uczelnię, czasami pracował. Wieczorami oglądał "Chirurgów" (to nie jest żadna kryptoreklama!), i już po 21 chodził spać. W weekendy - to samo. Trochę książek, trochę spania... Mieszkał rok we Wrocławiu i nadal nie widział ZOO, Promenady Staromiejskiej czy Ogrodu Botanicznego. Nie wiedział, jak założyć kartę w bibliotece, gdzie można spotkać się ze znajomymi, czy gdzie zjeść coś dobrego. Ale Kocowi to nie przeszkadzało. Był szczęśliwy, bo dobrze mu szło na studiach, dogadywał się ze współlokatorami, nawet miał jakąś tam maluteńką garstkę znajomych, którzy wpadali do niego na piwo.
Jednak Koc miał też marzenia. Ale bał się je spełnić. Chciał pojechać w góry. Ale jak? Tak samemu? Przecież do niebezpieczne! A z Nim? Przecież on nie będzie chciał. A znajomi? Ale w tedy to nie będzie tak fajnie. Chciał pójść na ściankę wspinaczkową. Ale samemu? Ale z kim? Ale jak to załatwić? Chciał nauczyć się grać w tenisa. Skąd wziąć pieniądze? Gdzie znaleźć kogoś kto mnie nauczy? Chciał.... dużo było rzeczy, które Koc chciał zrobić. Na co dzień był tak zajęty innymi rzeczami, że mu nie przeszkadzało, że tego nie robi. Ale czasami, gdy leżał już w łóżku, w pokoju było ciemno, to patrzył w sufit i marzył....
Był też drugi Koc. On już nie był zwykły. To był bardzo interesujący Koc. Siedział dość sporo na uczelni, ale podobało mu się to. Uczył się ciekawych rzeczy. I pomimo, że miał dużo zajęć, znajdywał czas na bieganie, na czytanie ciekawych książek, na poznawanie nowych miejsc we Wrocławiu, na pracę, na korepetycje, na spotkanie ze znajomymi. Wiedział, gdzie we Wrocławiu warto pójść - miał kilka ulubionych miejsc, wielu z nich znał historię i gdy przyjeżdżali do niego znajomi, spełniał swoje dawne marzenie i na te kilka godzin stawał się przewodnikiem. Umiał wszystko załatwić,wiedział gdzie co znaleźć, ewentualnie do kogo zwrócić się po pomoc. W ramach w-fu zapisał się na tenisa ziemnego i pomimo tego, że zupełnie mu to nie wychodziło, co tydzień chodził z uśmiechem na kort. Udało mu się pójść na ściankę i się troszkę na niej poobijać. Był w górach i zdobył szczyty, o których nawet nie marzył. Nie marnował całego dnia na spanie, nie potrzebował seriali czy gier komputerowych - miał dużo lepsze atrakcje na co dzień! Ponadto Koc miał wielu przyjaciół i znajomych. Znalazł grupę ludzi, którzy przyjęli go z otwartymi ramionami i powiedzieli, że należy teraz do nich. Znalazł ludzi, którzy cieszą się na jego widok. Znalazł ludzi, dla których "dobrze że jest". Koc był szczęśliwy. Jednak czasami, gdy leżał już w łóżku, w pokoju było ciemno, to patrzył w sufit i marzył... A raczej planował.
No właśnie! Jaka jest różnica między tymi dwoma Kocami?
Pierwszy Koc żył tym, co mu los zesłał. Było jak było, i to było dobre. Nie miał na co narzekać.
Drugi Koc planował. Miał swoje cele, plany i pragnienia i dążył do ich realizacji!
Kiedyś jeden z moich nauczycieli powiedział mi, że statystycznie ludziom częściej udaje się spełnić swoje marzenia, jeśli potrafią je zobaczyć. Dlatego dobrym ćwiczeniem jest napisanie swojego przyszłego CV. Ja za 2,5, 10 lat. Jak wygląda moje życie? Co osiągnąłem? Czym się zajmuję?
Warto się zastanowić jakie są moje plany na przyszłość. Pozostawienie wszystkiego takim jakim jest i czekanie co z tego wyniknie, rzadko się sprawdza.
Dlatego nie bądźmy jak ten pierwszy Koc, tylko weźmy sprawy w swoje ręce!
A tak jeszcze na marginesie... Żeby pierwszy Koc stał się drugim Kocem, wystarczyły dwa tygodnie. Konkretnie, dwa tygodnie września. Ciekawe, prawda?
Poruszyłaś mnie tą opowieścią... Jaka kreatywna :) a jaka motywująca ! Dziękuję ;*
OdpowiedzUsuńGratuluję :)
OdpowiedzUsuńTa taka wielka prawda o planowaniu siebie i pisaniu swoich marzeń. To naprawdę działa, potwierdzam z autopsji :)
Dobrze było Cię zobaczyć w niedzielę!
Anna S.