"Ostatni post opublikowano 05-05-2014" - tak, dość dawno nic ciekawego nie napisałam, ale nie było czasu bo sesja, kolonia, pielgrzymka, już jutro kolejny wyjazd. Człowiek cały czas jakiś taki "zalatany"...
Dopiero dzisiaj tak się jakoś złożyło, że
a) zaczęłam marudzić mojej Kochanej Współlokatorce, że się nudzę,
b) Ktoś napisał mi dzisiaj, że liczył na nowy wpis na moim blogu,
więc postanowiłam coś tam wymyślić.
Już prawie rok minął od mojego posta dotyczącego rozpoczynania nowego życia - nowe miasto, nowa szkoła, nowe otoczenie. Wtedy tak się bałam tego wszystkiego. A teraz? Przyjechałam do Wrocławia, usiadłam na swoim krześle przy stole, popatrzyłam na ściany i poczułam się na prawdę U SIEBIE! Tak, jakby tu było moje miejsce (no a nie jest?). I pomimo, że nie było mnie tutaj ponad dwa miesiące, czułam się tak, jakbym nigdzie nie wyjeżdżała. To zabawne uczucie, kiedy nagle uświadamiasz sobie, że obce miejsca stają się twoim domem. Podobnie z ludźmi - nie znasz kogoś, chwila-moment i już nie wyobrażasz sobie życia bez tej osoby.
Właśnie dlatego tak bardzo lubię wszelkie wyjazdy z nowymi osobami. Jak na przykład pielgrzymka... Idziesz dwa tygodnie, rozmawiasz z różnymi osobami, starasz się zamienić z każdym chociaż kilka słów. Przypadek sprawia, że z jedną osobą rozmawiasz troszkę częściej niż z innymi.Po paru dniach uświadamiasz sobie, że to jest ktoś, z kim MUSISZ rozmawiać dłużej. Widzisz tą osobę, i nie jesteś w stanie się powstrzymać, żeby nie podejść. Każdego dnia tylko jeden etap, ale jeśli nie porozmawiasz, czujesz, że ci tego brakuje. Po tygodniu wydaje Ci się, że znasz tą osobę. Po dwóch uważasz ją prawie za przyjaciela. I w ten sposób obca osoba nagle staje się kimś ważnym dla Ciebie. Proste?
No tak, ale co po tych dwóch tygodniach? Kontakt nagle się urywa. Czasami na pomoc przychodzą SMSy, facebook... Ale to nie to samo. Mija miesiąc, drugi. Wiadomości na facebooku coraz rzadsze, dawno żadnego nowego SMSa też nie było. Pozostają jedynie życzenia na Wielkanoc czy urodziny. I można by pomyśleć - "W takim razie ten człowiek nie był aż taki ważny dla Ciebie". Niby racja, ale...
Mija rok. I kiedy znowu zbliża się czas pielgrzymki, jedyna myśl jaka ci chodzi po głowie to, że znowu zobaczysz tą osobę. Że przez najbliższe dwa tygodnie znowu będziecie razem....
Uważam, że w tych dwutygodniowych przyjaźniach jest coś wspaniałego i pięknego. Z jednej strony, co to za przyjaciel, którego widujesz raz w roku? Ale z drugiej, mimo roku przerwy, masz wrażenie że nic się nie zmieniło. Że czas stanął w miejscu. Że tamta pielgrzymka wcale się nie skończyła- ona trwa nadal. Po prostu mieliśmy dzień czy dwa odpoczynku od siebie....
Pielgrzymka to tylko dwa tygodnie wakacji. A co z resztą? Też nie mogę narzekać.
Najpierw 3 tygodnie na kolonii. Bez jakiś większych niespodzianek ze strony dzieci (plus minus trzy, więc się zgadza). Niestety zdarzyła się inna, niemiła niespodzianka - skręcona kostka M.
Przyjeżdżał, podrywał moje podopieczne, wszystkie się za nim oglądały... Musiałam to trochę ukrócić! Niestety mój plan nie był aż tak genialny - kiedy przyjechał z nogą w gipsie, od razu wszystkie go obsiadły i zaczęły mu bardzo współczuć. Bywa....
Niestety ten wypadek był tragiczny w skutkach - nie mogłam go zabrać ze sobą na pielgrzymkę. W zamian wzięłam chłopaka mojej siostry. I to był strzał w dziesiątkę!
Okazało się, że nie jestem aż tak totalnym beztalenciem muzycznym (chociaż w sumie, to po tylu godzinach ćwiczeń, to i sparaliżowana niesłysząca małpa nauczyłaby się grać ). Mateuszowi udało się nauczyć mnie stukać na bębenku. Czasami nawet udawało mi się grać w rytm jego gitary! Jestem z siebie dumna, bo to pierwszy instrument, który udało mi się ujarzmić! Co prawda nie ma strun, ani klawiszy, ale od czegoś trzeba zacząć!
To całkiem zabawne doświadczenie, bo zawsze byłam nastawiona totalnie anty-muzycznie. Ale cóż się dziwić? Gdy byłam w podstawówce, Pani Od Muzyki tak strasznie się krzywiła, kiedy ja śpiewałam, że aż było mi jej szkoda! Ksiądz sam zaproponował, żebym zamiast śpiewania psalmów, czytała je. A gdy musiałam zagrać na flecie piosenkę na zaliczenie, to zawsze znajdywałam jakąś koleżankę, która rozpisywała mi jak to grać: "trzy zakryte, czekasz sekundę, zakrywasz czwartą, czekasz dwie sekundy" :D Tak więc bębenek to już coś!
Z nałogiem niestety nie udało się wygrać. Codziennie na trasie butelka coli musiała zostać opróżniona. Ale cóż zrobić, kiedy idziesz do sklepu z zamiarem kupienia soku, a tu puszka z napisem "Zawsze tam gdzie Ty"? No musiałam, musiałam! Albo innym razem, kiedy też już zamierzałam nie pić coli, butelka z napisem "Can't live without you". Jeśli ona nie może żyć beze mnie, to co miałam zrobić?... :-D
A już jutro kolejny wyjazd. Dwa tygodnie w górach. Strasznie się boję, bo ostatni raz byłam w górach w 1. gimnazjum. Z resztą, to było sanatorium, więc nie było żadnych wspinaczek, czy nawet długich spacerów. Ale i tak mam stamtąd świetne wspomnienia! Mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie, albo nawet i lepiej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz